„ W szpitalu ludzie umierają.. „ – tak zwykł mawiać mój
dziadek, który serce ma jak
przysłowiowy „dzwon” a zdrowie „końskie”. Prawdy w tym nieco jest o czym
na całe szczęście tylko raz miałem okazję się przekonać kiedy to sąsiad ze
szpitalnego lóżka obok raczył uskutecznić spotkanie ze Świętym Józefem nocy
pewnej. Ale nie o tym chciałem pisać. Chcąc nie chcąc, mając na uwadze słowa
mojego dziadka progi szpitalnych włości przekroczyć musiałem. Trudno. Rocznik
mój wojny ani prl-u nie pamięta to i zdrowie gorsze nieco być musi. Nie to co
dziadka. A co. Od samiutkiego już wejścia wita mnie przeuroczy mówiący
„wypierdalaj” wzrok równie przeuroczej recepcjonistki która przejście na zasłużoną emeryturę proponowane miała latek
temu pewnie z kilkanaście. Witam się z grzecznością i monolog dla mnie dość
rzeczowy uskuteczniam. Napotkawszy grymaśny wyraz twarzy skierowany zostałem w
odpowiednie miejsce. Rozochocony zmierzam dziarskim krokiem do poczekalni.
Radość minęła szybko gdy rozpytawszy okolicznych cierpiących dowiedziałem się
że jestem 12 w kolejce. Ah cudownie tak rokoszować się wonią szpitalnych
korytarzy w towarzystwie rzeszy chorych ludzi. W takiej sytuacji nic tak nie
poprawia humoru jak głęboki oddech oraz Pani doktor która oznajmia że „oddział
wzywa, wracam za chwilkę”. Po 45 minutach była już z powrotem. Później szło już
z górki. Czas umilały mi pogawędki dwóch emerytek na temat pękającego tętniaka
jej św. pamięci męża i operacji wszczepiania bay pasów kolegi z klubu książki.
Pani doktor przyjęła mnie dość chłodno, to nawet lepiej bo w poczekalni było ze
40 stopni. Konsultacja szybka i rzeczowa przerwana dwoma telefonami mamy Pani
doktor.Przyjąłem to całkiem spokojnie, wkońcu nikomu sie nie śpieszy. Nie przepraszała, w końcu jest u siebie. Myśle sobie, może to ja
powinienem przepraszać że przyszedłem? Diagnoza, doraźne leczenie w postaci
kroplówki i już mnie nie ma. Podejście dziadka poniekąd rozumiem ale w sumie
dobrze jest czasem zobaczyć za co człowiek płaci co miesiąc ciężko zarobione pieniądze. Aż chce się żyć.
Dosłownie !! Brak slów..
P.S. Pozdrawiam gorąco recepcjonistkę z pomocy doraźnej
szpitala na ul. Lutyckiej w Poznaniu – Pierdol się.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń