niedziela, 29 stycznia 2012

...


„ W szpitalu ludzie umierają.. „ – tak zwykł mawiać mój dziadek, który serce ma jak  przysłowiowy „dzwon” a zdrowie „końskie”. Prawdy w tym nieco jest o czym na całe szczęście tylko raz miałem okazję się przekonać kiedy to sąsiad ze szpitalnego lóżka obok raczył uskutecznić spotkanie ze Świętym Józefem nocy pewnej. Ale nie o tym chciałem pisać. Chcąc nie chcąc, mając na uwadze słowa mojego dziadka progi szpitalnych włości przekroczyć musiałem. Trudno. Rocznik mój wojny ani prl-u nie pamięta to i zdrowie gorsze nieco być musi. Nie to co dziadka. A co. Od samiutkiego już wejścia wita mnie przeuroczy mówiący „wypierdalaj” wzrok równie przeuroczej recepcjonistki która przejście na  zasłużoną emeryturę proponowane miała latek temu pewnie z kilkanaście. Witam się z grzecznością i monolog dla mnie dość rzeczowy uskuteczniam. Napotkawszy grymaśny wyraz twarzy skierowany zostałem w odpowiednie miejsce. Rozochocony zmierzam dziarskim krokiem do poczekalni. Radość minęła szybko gdy rozpytawszy okolicznych cierpiących dowiedziałem się że jestem 12 w kolejce. Ah cudownie tak rokoszować się wonią szpitalnych korytarzy w towarzystwie rzeszy chorych ludzi. W takiej sytuacji nic tak nie poprawia humoru jak głęboki oddech oraz Pani doktor która oznajmia że „oddział wzywa, wracam za chwilkę”. Po 45 minutach była już z powrotem. Później szło już z górki. Czas umilały mi pogawędki dwóch emerytek na temat pękającego tętniaka jej św. pamięci męża i operacji wszczepiania bay pasów kolegi z klubu książki. Pani doktor przyjęła mnie dość chłodno, to nawet lepiej bo w poczekalni było ze 40 stopni. Konsultacja szybka i rzeczowa przerwana dwoma telefonami mamy Pani doktor.Przyjąłem to całkiem spokojnie, wkońcu nikomu sie nie śpieszy. Nie przepraszała, w końcu jest u siebie. Myśle sobie, może to ja powinienem przepraszać że przyszedłem? Diagnoza, doraźne leczenie w postaci kroplówki i już mnie nie ma. Podejście dziadka poniekąd rozumiem ale w sumie dobrze jest czasem zobaczyć za co człowiek płaci co miesiąc ciężko zarobione pieniądze. Aż chce się żyć. Dosłownie !! Brak slów..

P.S. Pozdrawiam gorąco recepcjonistkę z pomocy doraźnej szpitala na ul. Lutyckiej w Poznaniu – Pierdol się. 

1 komentarz: