„ nie ważne ile razy upadasz, ważne że masz siłe by się
podnieść i iść dalej” .. kiedy dziś zmierzając w kierunku mojego samochodu
zaliczyłem glebę przez cholerny oblodzony krawężnik zdecydowanie sił mi
zabrakło... Dodając do tego awersję do rękawiczek, a co za tym idzie,
przechowywanie dłoni w kieszeniach kurtki, efekt był niezwykle bolesny.
Ból korzonków z którego to powodu trzy dni temu wylądowałem na oddziale pomocy
doraźnej (wtedy jeszcze nie wiedziałem że to korzonki ) ma teraz wsparcie w
postaci dość porządnego siniaka nad lewym jakże seksownym pośladkiem. Do
samochodu miałem jeszcze spory kawałek więc o czołganiu się nie było mowy. Musiałem zabawnie wyglądać, gdy tak zbierałem się w sobie by się w końcu
wstać. Jak chyba większość ludzi, nie
lubię, by ktokolwiek oglądał mnie w takich sytuacjach. Dopiero ciepłe, niezwykle szczere zakrzyknięte zza pleców
„nic Panu nie jest?” przypadkowego przecodnia uświadomiło mi że ktoś jednak patrzy
wiec co by nie wyjść na mięczaka żwawo wyskoczyłem ku górze odpowiadając z dumą
„ oczywiście że nie”. – niech sobie nie mysli. Samochód na całe szczeście mnie
nie zawiódl więc oskrobawszy skute lodem szyby odpaliłem na przysłowiowy „pyk”.
Z radością opuściłęm osiedlowy parking
strzeżony mijając po drodze paru niezadowolonych i przemarzniętych na kość
kierowców prubujących bezskutecznie reanimować swoje samochody. Tak oto właśnie rozpocząłem dzisiejszy dzień. Nie przepadam za zimą.. Choć nie powiem, bałwana w doborowym towarzystwie chętnie bym ulepił.. Tylko z czego.. ?
...z wyobraźni.
OdpowiedzUsuńto byłby cholernie wielki bałwan..
OdpowiedzUsuń