poniedziałek, 6 lutego 2012

...

Nie znosze bałaganu. Ot taką mam zasade. Na codzień prawie niezauważalny pedantyzm w trakcie domowych porządków często daje o sobie znać. Planowane sprzątanie jednej nawet, małej szafki potrafi przerodzić się w  całodniowy melanż w towarzystwie mopa i filcowej szmatki. Lubie wiedzieć że wszystko jest tam gdzie być powinno tj. na swoim miejscu. Jakakolwiek ingerencja osob trzecich w panujący w moim mieszkaniu ład i porządek wzbudza we mnie dość niemiłe graniczące z szaleństwem emocje. Sczególny sentyment mam rzecz jasna do mojego barku. Szklanek i kieliszków zgromadziłem na tyle dużo że z powodzeniem i kulturą napiłby się płuk wojska, choć ja osobiście na codzień pijam najwyżej z dwóch. Jest również  cała masa wysokoprocentowych różnorodności od wódki przez malibu i martini na paru dobrej daty koniakach kończąc. Na specjalne okazje w owym barku zalega również butelka czerwonego wytrawnego wina marki dość pospolitej oraz średniej klasy wino musujące potocznie nazywane przez "koneserów" szampanem. Słowo zalega świadczy tu o tym iż takowych okazji raczej brak. Nie będę tu zresztą ukrywał żalu i rozczarowania z tego właśnie powodu. Coż takie życie. Niesamowita ilość elementów szklanych mojego barku (szklanki) sprawia że cotygodniowe czyszczenie ich z pierdolonego kurzu zajmuje mi cała wieczność. Nikt nie mówił że będzie łatwo. Ważne że pić jest co i z czego.. Salut.

1 komentarz:

  1. lubię domy, w których jest coś takiego jak barek...coraz częściej zapomniany element "wystroju"...a i mi sie takowy w domu marzy. by móc zaproponować przybyszom Czegoś Do Picia, dać możliwość wyboru...
    Typowa baba ze mnie-za koniakami i innymi whiskaczami nie przepadam choć i te chciałabym w wyposażeniu posiadać.
    ale oczywiście-przodowałyby kolorowe i wina;)

    OdpowiedzUsuń