Nieubłagalnie tykające wahadło starego ściennego zegara i
rychło nadchodzący zmierzch ani na chwile nie pozwalają mi zapomnieć o
uciekającym bezpowrotnie czasie.. W zależności od sytuacji, a nie rzadko też
nastroju przeliczam sekundy, minuty, godziny.. Kiedy stałem się tak śmiertelnie
poważny? Chwila zdradliwego uczucia braku samokontroli z pewnością świetnie by
mi teraz zrobiła. Braki przeplatane odrobiną pustki. Zawiadiacki i
nieobliczalnie przewrotny los tak cholernie niesprawiedliwie tasuje karty. Wyścig
szczurów na tle pieprzonej szarej codzienności. Każdy chyba czasem chciałby być
ponad tym wszystkim. Ja zdecydowanie zbyt często..
i mnie dopadają chwilę kiedy to chęć wyskoczenia/ucieczki/oderwania przerasta mnie samą..
OdpowiedzUsuń