Otwarcie pudeł o których mowa wymagało jednak nieco mniej emocjonalnego zaangażowania.. Prawdę powiedziawszy wystarczyło niepewne lecz wystarczająco stanowcze "zrób z tym wreszcie porządek" autorstwa mojej żony..
Dobrze wiedziałem co zastanę w środku.. Spraw które namacalnością wspomnień mogłyby wywołać niechciane i nikomu nie potrzebne wręcz zazdrośnie chore emocje z Jej strony na pewno tam nie było.. Te przekornie ukryłem dość głęboko w obawiam się że nawet mnie na tą chwilę nieznanej lokalizacji..
Była szkolna legitymacja z cholernie śmiesznym zdjęciem kiedy to zachciało mi się opierdolić maszynką na "zero".. Podręczny słownik języka niemieckiego podarowany od babci którego pożółkłe strony świadczą o tym że był co najmniej tak stary jak Ona sama gdy umierała.. Kwarcowy zegarek sprezentowny przez rodziców chrzestnych na komunie.. Skórzana portmonetka od ojca dana w momencie w którym nienawidziłem go najbardziej.. Parę szkolnych zeszytów starannie wyselekcjonowanych zostawionych ku pamięci kurewskich szkolnych lat.. Książeczka do nabożeństwa w towarzystwie której wpajano mi że Bóg istnieje.. Walentynkowy list od Sylwii, Ani, Kasi, Madzi, Beaty, Asi.. z podstawówki.. Odrobina zdjęć z czasów przepełnionych wiara w prawdziwą przyjaźń.. I całkiem sporo nieco mniej znaczących gratów..
Karton pozostał w stanie nienaruszonym w miejscu w którym do tej pory "czuł" się najlepiej..
Lubie czasem wracać.. Odwiedzać miejsca które..
Lubie wspominać..
Choć zawartości szuflady wolałbym nie..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz